Cześć i czołem. Przede wszystkim zaczynamy od tego, że przeze mnie obraziło się na mnie kilka osób. Ech, a ja przecież nie zrobiłam nic specjalnie. Nie będę pisać czemu się obrazili, bo właśnie przez pisanie się na mnie obrazili xd. Te skomplikowane problemy nastolatków... Ok publicznie ich przepraszam, bo nie lubię się kłócić.
A tak poza tym to zaczynam pisać kolejną książkę. Tak w sumie to pisze kilka kolejnych książek. Jak na razie skończyłam jedną, którą mam zamiar w najbliższym czasie wydać. Życzcie mi powodzenia. Hahhaahah. A dla was fragment jednej z moich książek:::
A tak poza tym to zaczynam pisać kolejną książkę. Tak w sumie to pisze kilka kolejnych książek. Jak na razie skończyłam jedną, którą mam zamiar w najbliższym czasie wydać. Życzcie mi powodzenia. Hahhaahah. A dla was fragment jednej z moich książek:::
Xavier
wrócił do domu zły jak nigdy. Trzasnął drzwiami i jak obrażony
dziewięciolatek poszedł od razu do swojego pokoju. Michael, jego
wujek, wyszedł z salonu zdziwiony. Trzymał w ręku puszkę piwa i
pilot od telewizora. Był wysportowanym, przystojnym
trzydziestolatkiem z blond włosami obciętymi na jeża i brązowymi
oczami identycznymi jak Xaviera. W lewym uchu miał złoty kolczyk.
Miał na sobie koszulę podkreślającą muskularne ciało.
-
Co tak późno? - krzyknął w stronę piętra. - Zaraz masz
szermierkę. Eric dzwonił już dwa razy. Twierdzi, że masz
wyłączoną komórkę.
-
Nie obchodzi mnie to. - Xavier zamknął drzwi swojego pokoju. - Mam
już dosyć. Chrzanie to wszystko!
Michael
westchnął. Znał dobrze charakter bratanka i nie zdziwił go
kolejny wybuch złości chłopaka. Powoli wszedł po schodach i
otworzył bez pukania jedyne drzwi jakie były na piętrze.
-
Co znowu? - zapytał.
-
Poznałem dziewczynę, wiesz? - powiedział Xavier leżący na łóżku.
Ręce założył pod głowę. Spojrzał na wuja. - I wiesz co?
Opowiedziała mi o sobie, o swojej szkole, przyjaciołach i takich
tam innych rzeczach. - chłopak uśmiechnął się na wspomnienie
Vigdis. - A ja nie mogłem jej powiedzieć nic. - zacisnął pięści.
- A dlaczego? Bo mi nie wolno. Bo jacyś idioci siedzący w jakiejś
Radzie tak powiedzieli. Czemu nie mogę być normalnym nastolatkiem?
Cały czas tylko lekcje francuskiego, historii, szermierki,
zachowania...
-
Pamiętaj, że w tej, jak to się wyraziłeś, głupiej Radzie
zasiada twój starszy brat.
-
Największy idiota. - skwitował Xavier. - Nie ma takich perspektyw
jak ja, więc się wyżywa.
Michael
usiadł na krześle wciśniętym w kąt pokoju. Oparł łokcie na
kolanach i głośno wypuścił powietrze z ust. Zastanawiał się co
zrobić. Xavier nigdy się nie denerwował z powodu dziewczyn. W
sumie to nigdy nie miał na nie czasu. Jego ojciec, wybitny naukowiec
o imieniu Shane, prowadził badania nad ludzkimi genami. Ponieważ
były ściśle tajne nikt nie wiedział co tak naprawdę dzieje się
w jego laboratorium. Miało to związek z czasem i jakimś magicznym
kamieniem. Brat Xaviera, Gordon, który miał wtedy dziewiętnaście
lat, zgłosił się do pomocy. Michael pamiętał jak przez mgłę
jak jego brat ogłosił koniec pracy nad swoim projektem. Nazwał go
doświadczeniem życia. Dopiero ów dnia wszyscy dowiedzieli się, że
marzeniem Shane'a
było zbudować wynalazek, który przeniesie człowieka w przeszłość
albo w przyszłość. Przez kilkanaście
lat zbierał potrzebne materiały, aż wreszcie uznał, że jego
dzieło jest ukończone. Zaprosił na test Michaela, Gordona i
trzynastoletniego Xaviera, który niewiele ze wszystkiego rozumiał.
Mieli oczywiście być w zabezpieczonym
pomieszczeniu, żeby nic się im nie stało. Shane Black tłumaczył
im, że eksperymentuje z bardzo dużą, niebezpieczną energią.
Niestety coś poszło nie tak. Shane chciał osobiście wypróbować
maszynę, ale nie przewidział, że garnięty ciekawością Xavier
sam może ją uruchomić. Shane zauważył to, gdy już było za
późno. Chciał przerwać pracę wynalazku, ale bez skutku. Xavier
został obdarzony darem teleportacji i podróży w czasie, chociaż
na początku niewiele z tego rozumiał. Shane zaskoczony, że
eksperyment się powiódł chciał go powtórzyć i sam wystawił się
na działanie specjalnych promieni. Niestety, jak
przewidywał mężczyzna, maszyny
zadziałała tylko raz. Za drugim podejściem eksplodowała
uśmiercając ojca Gordona i Xaviera. Chłopcy byli wstrząśnięci.
Oczywiście nikogo nie poinformowano o tamtym zdarzeniu. Powstała
wtedy tajna organizacja mająca na celu wyszkolenia małego Black'a
na podróżnika. Nazywano ją Radą.
Zaczęto
uczyć Xaviera
języków, historii, samoobrony i manier. Po pewnym czasie chłopak
opanował sztukę teleportacji. Potrafił przenosić się w dowolne
miejsce na ziemi, jeżeli wiedział jak wyglądało i gdzie
konkretnie chce trafić. Później Xavier zaczął cofać się w
czasie. To było
dużo trudniejsze, niż teleportacja. Czas
spędzony w przeszłości również był ograniczony. Zazwyczaj było
to od jednej do pięciu godzin. W związku
z tym, że w każdym wieku była inna moda sprowadzono najlepsze
szwaczki kostiumów, żeby szyły dla Xaviera ubrania. Nie zabrakło
również trenera szermierki, tańca, historii...
-
Spóźnimy się. - powiedział w końcu Michael.
-
Po prostu jak do ściany! - zdenerwowany
Xavier podniósł się z łóżka.
-
A co? Mam powiedzieć, żebyś wszystko olał? Nie mój drogi. Oboje
wiemy, że za dużo już poświęciliśmy.
-
Mówisz tak samo jak Gordon i te ważniaki z Rady. - odparł Xavier
przechadzając się po pokoju. - Czasami zastanawiam się co by było,
gdybym uciekł. Chyba ziemia by się rozstąpiła i byłby koniec
świata.
-
Właśnie dlatego masz bransoletkę. - Michael spojrzał na
niepozorny, brązowy rzemyk na lewym nadgarstku bratanka. - Rada
znajdzie cię praktycznie wszędzie. Nie ważne, czy byłbyś we
Francji, czy w 1900 roku w bunkrze znajdującym się dziesięć
metrów pod ziemią. Jesteś dla nich za cenny.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz