Music

sobota, 28 września 2013

Czytamy :):):)

Cześć i czołem. Przede wszystkim zaczynamy od tego, że przeze mnie obraziło się na mnie kilka osób. Ech, a ja przecież nie zrobiłam nic specjalnie. Nie będę pisać czemu się obrazili, bo właśnie przez pisanie się na mnie obrazili xd. Te skomplikowane problemy nastolatków... Ok publicznie ich przepraszam, bo nie lubię się kłócić.
  A tak poza tym to zaczynam pisać kolejną książkę. Tak w sumie to pisze kilka kolejnych książek. Jak na razie skończyłam jedną, którą mam zamiar w najbliższym czasie wydać. Życzcie mi powodzenia. Hahhaahah. A dla was fragment jednej z moich książek:::

  Xavier wrócił do domu zły jak nigdy. Trzasnął drzwiami i jak obrażony dziewięciolatek poszedł od razu do swojego pokoju. Michael, jego wujek, wyszedł z salonu zdziwiony. Trzymał w ręku puszkę piwa i pilot od telewizora. Był wysportowanym, przystojnym trzydziestolatkiem z blond włosami obciętymi na jeża i brązowymi oczami identycznymi jak Xaviera. W lewym uchu miał złoty kolczyk. Miał na sobie koszulę podkreślającą muskularne ciało.
- Co tak późno? - krzyknął w stronę piętra. - Zaraz masz szermierkę. Eric dzwonił już dwa razy. Twierdzi, że masz wyłączoną komórkę.
- Nie obchodzi mnie to. - Xavier zamknął drzwi swojego pokoju. - Mam już dosyć. Chrzanie to wszystko!
Michael westchnął. Znał dobrze charakter bratanka i nie zdziwił go kolejny wybuch złości chłopaka. Powoli wszedł po schodach i otworzył bez pukania jedyne drzwi jakie były na piętrze.
- Co znowu? - zapytał.
- Poznałem dziewczynę, wiesz? - powiedział Xavier leżący na łóżku. Ręce założył pod głowę. Spojrzał na wuja. - I wiesz co? Opowiedziała mi o sobie, o swojej szkole, przyjaciołach i takich tam innych rzeczach. - chłopak uśmiechnął się na wspomnienie Vigdis. - A ja nie mogłem jej powiedzieć nic. - zacisnął pięści. - A dlaczego? Bo mi nie wolno. Bo jacyś idioci siedzący w jakiejś Radzie tak powiedzieli. Czemu nie mogę być normalnym nastolatkiem? Cały czas tylko lekcje francuskiego, historii, szermierki, zachowania...
- Pamiętaj, że w tej, jak to się wyraziłeś, głupiej Radzie zasiada twój starszy brat.
- Największy idiota. - skwitował Xavier. - Nie ma takich perspektyw jak ja, więc się wyżywa.
Michael usiadł na krześle wciśniętym w kąt pokoju. Oparł łokcie na kolanach i głośno wypuścił powietrze z ust. Zastanawiał się co zrobić. Xavier nigdy się nie denerwował z powodu dziewczyn. W sumie to nigdy nie miał na nie czasu. Jego ojciec, wybitny naukowiec o imieniu Shane, prowadził badania nad ludzkimi genami. Ponieważ były ściśle tajne nikt nie wiedział co tak naprawdę dzieje się w jego laboratorium. Miało to związek z czasem i jakimś magicznym kamieniem. Brat Xaviera, Gordon, który miał wtedy dziewiętnaście lat, zgłosił się do pomocy. Michael pamiętał jak przez mgłę jak jego brat ogłosił koniec pracy nad swoim projektem. Nazwał go doświadczeniem życia. Dopiero ów dnia wszyscy dowiedzieli się, że marzeniem Shane'a było zbudować wynalazek, który przeniesie człowieka w przeszłość albo w przyszłość. Przez kilkanaście lat zbierał potrzebne materiały, aż wreszcie uznał, że jego dzieło jest ukończone. Zaprosił na test Michaela, Gordona i trzynastoletniego Xaviera, który niewiele ze wszystkiego rozumiał. Mieli oczywiście być w zabezpieczonym pomieszczeniu, żeby nic się im nie stało. Shane Black tłumaczył im, że eksperymentuje z bardzo dużą, niebezpieczną energią. Niestety coś poszło nie tak. Shane chciał osobiście wypróbować maszynę, ale nie przewidział, że garnięty ciekawością Xavier sam może ją uruchomić. Shane zauważył to, gdy już było za późno. Chciał przerwać pracę wynalazku, ale bez skutku. Xavier został obdarzony darem teleportacji i podróży w czasie, chociaż na początku niewiele z tego rozumiał. Shane zaskoczony, że eksperyment się powiódł chciał go powtórzyć i sam wystawił się na działanie specjalnych promieni. Niestety, jak przewidywał mężczyzna, maszyny zadziałała tylko raz. Za drugim podejściem eksplodowała uśmiercając ojca Gordona i Xaviera. Chłopcy byli wstrząśnięci. Oczywiście nikogo nie poinformowano o tamtym zdarzeniu. Powstała wtedy tajna organizacja mająca na celu wyszkolenia małego Black'a na podróżnika. Nazywano ją Radą. Zaczęto uczyć Xaviera języków, historii, samoobrony i manier. Po pewnym czasie chłopak opanował sztukę teleportacji. Potrafił przenosić się w dowolne miejsce na ziemi, jeżeli wiedział jak wyglądało i gdzie konkretnie chce trafić. Później Xavier zaczął cofać się w czasie. To było dużo trudniejsze, niż teleportacja. Czas spędzony w przeszłości również był ograniczony. Zazwyczaj było to od jednej do pięciu godzin. W związku z tym, że w każdym wieku była inna moda sprowadzono najlepsze szwaczki kostiumów, żeby szyły dla Xaviera ubrania. Nie zabrakło również trenera szermierki, tańca, historii...
- Spóźnimy się. - powiedział w końcu Michael.
- Po prostu jak do ściany! - zdenerwowany Xavier podniósł się z łóżka.
- A co? Mam powiedzieć, żebyś wszystko olał? Nie mój drogi. Oboje wiemy, że za dużo już poświęciliśmy.
- Mówisz tak samo jak Gordon i te ważniaki z Rady. - odparł Xavier przechadzając się po pokoju. - Czasami zastanawiam się co by było, gdybym uciekł. Chyba ziemia by się rozstąpiła i byłby koniec świata.
- Właśnie dlatego masz bransoletkę. - Michael spojrzał na niepozorny, brązowy rzemyk na lewym nadgarstku bratanka. - Rada znajdzie cię praktycznie wszędzie. Nie ważne, czy byłbyś we Francji, czy w 1900 roku w bunkrze znajdującym się dziesięć metrów pod ziemią. Jesteś dla nich za cenny.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz